Druk obiecał Tygodnik "Niedziela".

Autor składa podziękowanie P.T. Redakcji  2-tygodnika Diecezji Pelplińskiej Pielgrzym z 31 VIII i 7 IX 2003 r., NR 18 (359) za wydrukowanie artykułu na s. 18-19. Bogu dzięki, że Polska jest bogata w tak wspaniałe, ciekawie redagowane i kunsztownie wydawane lokalne czasopisma!

Gardna Wielka - od tragedii 18 lipca 1948 roku do uroczystości 18 października 2003 roku

Gardna Wielka, wieś położona nad jeziorem Gardno, ma stać się 18 października b.r. świadkiem podniosłej uroczystości nadania Szkole Podstawowej imienia Joanny Skwarczyńskiej, tragicznie zmarłej 55 lat temu w wieku zaledwie 13 lat.

Kim była dziewczynka, która ma zostać patronką szkoły? Co zadecydowało o tym, że na trwałe zapisała się w pamięci potomnych? Od 1989 roku 46. Łódzka Drużyna Harcerska w Łodzi nosi imię Joanny Skwarczyńskiej - „Szarotki", jako że zdążyła tam dać się poznać jako dzielna zastępowa, lecz dlaczego szkoła, i to właśnie w Gardnej…?

Gardna Wielka położona jest nad jeziorem, którego fale, mimo słonecznej pogody rozkołysane wiatrem, pochłonęły 18 lipca 1948 roku aż 25 ofiar, wśród nich 20 harcerek z Łodzi, które wybrały się na przejażdżkę po jeziorze. Nieszczelność dna oraz awaria silnika łodzi motorowej spowodowały, że została ona przewrócona przez fale, a ciągnięta przez nią, mocno przeciążona łódź rybacka z dziewczynkami, poszła na dno. Nie ma więc nic dziwnego w tym, że mieszkańcy Gardnej, nawet po tak wielu latach, nie tylko zapragnęli upamiętnić pobyt u nich obozowiczek oraz tragiczny finał ziemskiego życia większości z nich, lecz także zwrócić szczególną uwagę na tę spośród nich, której postać najmocniej utrwaliła się w ich pamięci.

Tradycja każe na ostatnie, pożegnalne ognisko harcerskie zaprosić okolicznych mieszkańców, których trzeba czymś zainteresować i zabawić. W pamiętny niedzielny wieczór 17 lipca harcerki z łódzkiej drużyny wskrzesiły na scenie legendę o tragicznej miłości Wandy do Kraka, którego ta nie mogła poślubić, gdyż obiecano jej rękę Niemcowi. W tej sytuacji wolała raczej wybrać śmierć w falach Wisły, niż małżeństwo z cudzoziemcem. Wcielona w postać Wandy Joasia po mistrzowsku odegrała swoją rolę. Jej twarz mieniła się w świetle ogniska taką gamą uczuć, tak tragiczny przybrała wyraz w jej pochyleniu się nad niewidzialną ciemną tonią rzeki, że na zawsze pozostała w pamięci widzów. Tym bardziej, że później odczytano w tej scenie jakby zapowiedź tragedii, która miała rozegrać się na pobliskim jeziorze, przecinając na zawsze karierę sceniczną młodziutkiej aktorki.

Skromność Joanny nie pozwoliła jej na zwierzenie się nawet najbliższemu otoczeniu, że jej wielką miłością jest od najmłodszych lat teatr, że występuje w Łodzi w „prawdziwym" teatrze na wielkiej scenie, otrzymując wynagrodzenie wraz z takimi znanymi aktorkami, jak Mira Zimińska czy Hanna Bielicka. Dopiero jej śmierć wyzwoli lawinę wspomnień, także wśród jej znajomych aktorów, którym trudno będzie pogodzić się z myślą o nagłym zgaśnięciu tak wielkiego talentu.

Zbiór wspomnień o Joannie, o którego przygotowanie do druku zatroszczyła się głównie matka zmarłej, Stefania Skwarczyńska, znany historyk i teoretyk literatury, doczekał się dwóch wydań: najpierw w postaci rozdziału (s. 231-312) tomu IX serii wydawniczej „Chrześcijanie" pod red. bpa Bohdana Bejzego (ATK, Warszawa 1982), potem w wersji książkowej pod red. ks. Adama Skwarczyńskiego: Druhna Joanna, Michalineum 2000. Wspomnienia te obejmują lata wczesnego dzieciństwa Joanny, spędzone w Łodzi, następnie lata wojennej zawieruchy, które rzuciły ją wraz z rodziną kolejno do Lwowa, wraz z przesiedleńcami do Kazachstanu, na Zamojszczyznę, znowu do Lwowa (gdzie już wtedy zdecydowanie odkryto jej talent aktorski, występowała w tajnym teatrze), wreszcie powrót do Łodzi w r. 1945. Ostatnie 3 lata spędzone w Łodzi wypełnione były nauką (po wakacjach, które okazały się ostatnimi w jej życiu, miała stać się licealistką), intensywną pracą społeczną na terenie szkoły, pracą w Teatrze Kameralnym Domu Żołnierza, jak też ogromnym zaangażowaniem się w życie 15. Łódzkiej Drużyny Harcerskiej (była w niej zastępową, przyboczną, dodatkowo opiekunką drugiego zastępu).

Joanna dawała ze siebie wszystko, by sprostać tylu na raz zadaniom, często kosztem snu i pożywienia. Wyraźnie spieszyła się, by zdążyć „wyżyć swoje" jak najlepiej, jak najintensywniej. Dopiero po jej odejściu matka dowiedziała się od jej koleżanek, że Joasia miała bardzo mocne przeczucie zbliżającej się śmierci - po prostu wiedziała, że długo żyć nie będzie… Sama zresztą matka stwierdza: „Była pomimo młodego wieku dojrzałym intelektualnie i psychicznie człowiekiem. […] Jej pełnia wewnętrzna tak się rzucała w oczy, że po dwumiesięcznym niewidzeniu się, a było to miesiąc przed jej śmiercią, przychwyciłam się na myśli, że przed nią nie ma już przestrzeni duchowej do pokonania - że osiągnęła jakiś szczyt. Doprowadziła do tego, że żyła już poza sobą".

Dziewczynka nie zdążyła pozostawić na piśmie niczego, na czym moglibyśmy się oprzeć, zastanawiając się nad zasadami, których trzymała się w życiu. Jej religijność była całkiem bezpretensjonalna, naturalna i prosta, a przy tym nigdy nie eksponowana. Jej wewnętrzna światłość, jak tego wymagał Chrystus, tak świeciła przed ludźmi, że jej dobre uczynki same przez się zwracały myśl otoczających ją ludzi ku Bogu, którego ukochanym dzieckiem zawsze się czuła. Starała się przy tym działać w ukryciu, bagatelizując swoje zasługi, a nawet ponosząc bez sprzeciwu karę za cudze winy. Jej hasłem życiowym mogłyby być słowa Jezusa: „Więcej szczęścia jest w dawaniu, aniżeli w braniu" (Dz 20,35). Wyraźnie kierowała się również zasadą, którą ukaże dążącym do świętości założyciel Opus Dei, święty Josemaria Escrivá de Balaguer: jeśli nasze działanie ma być „dziełem Bożym", a więc współpracą stworzenia ze Stwórcą, musi to być działanie najdoskonalsze z możliwych, z pełnym naszym zaangażowaniem i przy wykorzystaniu wszystkich możliwości. Dopiero wtedy działanie to będzie nosiło na sobie odblask Bożego piękna, prawdy i dobra - odblask Tego, który „widział, że wszystko, co stworzył, było bardzo dobre"…

Najgłębszą analizę jej życia duchowego pozostawiła nam jej matka, która potrafiła w 25 punktach zawrzeć dostrzeżone przez siebie objawy duchowej dojrzałości Joasi, jak też przyjaciółka matki, znana pisarka katolicka Teresa Dmochowska, ukrywająca się pod pseudonimem Jan Rybałt. Dmochowska w swych listach do innej zasłużonej pisarki, Marii Winowskiej, opowiada o niesamowitym wrażeniu, jakie zrobiła na niej gra aktorska Joasi: dziewczynka „nie odgrywała swej roli, lecz «zbawiała» widownię! Każdym spojrzeniem, każdym gestem, każdą intonacją głosu…" Pisarka, analizując cechy świętości Joanny, akcentuje absolutną zgodność między tym, co nosiła ona w swym sercu, a tym, co przejawiało się w jej działaniu. O niezwykłym pietyzmie, z jakim się do niej odnosi, świadczy chociażby to, że zawsze zaimek „Ona" (we wszystkich przypadkach) pisze dużą literą. Nie brak też u niej przekonania, że zmarła dziewczynka dalej pełni na ziemi swoją misję, chociaż nie miała okazji, jak święta Teresa z Lisieux, zapewnić nas o tym.

Takie przekonanie nie jest bezpodstawne, potwierdzałyby je fragmenty listów, może warte przytoczenia. Daje się w nich zauważyć zauroczenie „niezwykłą" postacią, godną nieba, a tym samym mogącą nam towarzyszyć w drodze do niego…

J.S.: „Dziękuję serdecznie za książkę o Joasi Skwarczyńskiej, jestem tym «zjawiskiem» zauroczona i głęboko przejęta. Oczywiście zaraz puszczę ją w obieg".

Monika: „W moim zastępie już prawie wszyscy przeczytali książkę Druhna Joanna, drużyna raczej też. Już niedługo zadecydujemy, czy Joasia zostanie naszą patronką".

D.S., Kraków: „Dziękuję za ten jakże piękny przykład świętości życia ś.p. Joasi. Jej osoba nie była mi obca. Przechowałam artykuł sprzed kilku lat na jej temat, który dołączam do listu".

Siostra T.K., Z: „Nie mogę się oprzeć potrzebie serca, by wyrazić zachwyt nad Druhną Joanną […]. Pojedzie ze mną na Ukrainę […]. Czy wzrastająca liczba czytelników, zbudowanych i wzruszonych jej treścią, nie obudzi pragnienia wyniesienia na ołtarze tej świetlanej postaci i ogłoszenia Joasi patronką polskiego harcerstwa?"

M.T., Tarnobrzeg: „Miałam od dawna kłopoty z czytaniem, a Joasia pomogła mi jednym tchem przeczytać książkę o Niej! Pochłonęłam ją w ciągu jednego dnia. Joasia działa, pomagając mi w dźwiganiu mojego krzyża, kiedy tylko raz westchnę. Przez ostatnie dwa dni pomogła mi w trzech trudnych sprawach".

Siostra M.J.: „Ogromnie jestem wdzięczna […] za przybliżenie tej wielkiej postaci […]. Niezwykły to dar Boga […], w tak krótkim życiu przeżyła czasów wiele. Dlatego przykład Jej życia w miłości Boga i bliźniego pociągnie wiele dusz na drogę miłości. Wierzę, że wstawiennictwo Joanny wywiera wpływ i na mnie, na moje życie w Karmelu. Odkąd poznałam tę Wielką Postać, Jezus pełniej zawładnął moją duszą, za co jestem Jej ogromnie wdzięczna. Wierzę, że Jej heroiczna droga miłości, którą prowadził Ją Jezus, pociągnie wielkie zastępy dusz".

Ks. S.N.: „Coś w tym jest niezwykłego: dlaczego w czasie tej lektury - tekstów prostych, zwyczajnych - łzy płynęły mi z oczu? Ziarno obumarłe niech wydaje teraz obfity plon!"

Potwierdzeniem faktu, że mimo upływu lat nie zapomniano o Joannie Skwarczyńskiej, jest nie tylko dwukrotne wydanie wspomnień o niej, lecz także artykuły w gazetach. I tak w Słowie Powszechnym nr 10 w marcu 1983 roku na s. 3-6 znajdujemy dość obszerne odwołanie się do treści wspomnień opublikowanych w IX tomie serii Chrześcijanie: Zofii Zdrojkowskiej Jakaś inna niż wszystkie. Rzecz o Joasi Skwarczyńskiej (1935-1948), zaś w Gazecie Wyborczej dla Łodzi 18 stycznia 2002 roku, oparty głównie na wywiadach ze świadkami, reportaż Piotra Szylińskiego Wszystko pchało się w nieszczęście. Chociaż autor reportażu zajął się jedynie ustaleniem szczegółów tragicznego wypadku, jednak postać Joanny została w nim wyeksponowana: zamieszczono jej zdjęcie w towarzystwie dwóch koleżanek, z których jedna ocalała i należy do głównych świadków, wspomniano o kontakcie z siostrą Joasi, prof. Marią Joanną Olszewską, jako jedną z udzielających wyjaśnień, jak też o nadaniu jej imienia jednej z łódzkich drużyn harcerskich. Wyraża się o Joasi w superlatywach jej przyjaciółka, znajdujemy też w artykule wzmiankę o wydaniu przez bpa Bejzego wspomnień o niej.

Skoro jesteśmy przy reportażu Szylińskiego, warto zwrócić uwagę na jego tytuł, jakże charakterystyczny dla dziennikarzy laickich: dla nich śmierć to tylko i wyłącznie największe „nieszczęście", jakie mogło spotkać człowieka, i do tego w tak młodym wieku… Inaczej patrzymy na podobne zdarzenia my, uczniowie Chrystusa, dla których nie istnieją „przypadki". Mamy prawo wierzyć, że zarówno Joasia, jak i inne dziewczynki, wypełniły już swoje ziemskie powołanie i odeszły po nagrodę do Pana. Na szczęście koleżanki poszły za sugestią Joasi i przed wyjazdem na obóz harcerski skorzystały z mocy sakramentów świętych, więc były dobrze przygotowane na ostatnią godzinę. To przygotowanie potwierdzać może fakt, że stać je było na odmawianie „Pod Twoją obronę", a potem na śpiew „Serdeczna Matko", w tej właśnie chwili, w której śmierć zaglądała im w oczy. Człowiek walczący o życie, a tym bardziej ulegający panice, przerażony, nie byłby w stanie zdobyć się na podobną modlitwę. Ile pokoju wewnętrznego musiała mieć Joasia, od której wyszły te modlitwy, zanim nie została wciągnięta do wody przez tonące koleżanki, którym do ostatniej chwili podawała ręce? Czyż wymownym świadkiem tego pokoju, z którym patrzyła w oblicze śmierci, nie jest jej mundurek harcerski (w posiadaniu autora niniejszego artykułu), zachowany do dzisiaj w takim stanie, w jakim wydobyto go z jeziora, nawet nie prany? Podobno jako jedyny z mundurków nie nosi on na sobie śladów rozpaczliwej szarpaniny, walki o życie, w czasie której tonące nawzajem pogrążały się w wodzie. „Promieniuje" z niego coś, co trudno wyrazić słowami…

Zauroczeni postacią młodziutkiej harcerki, wśród których wielu jest czytelników książki Druhna Joanna, z pewnością cieszą się zapowiedzianą na 18 października szkolną uroczystością w Gardnie Wielkiej. Może ktoś z nich zechce wesprzeć Szkołę swoją ofiarą? W tych nadmorskich stronach żyją przecież ludzie niebogaci, a dobrze by było ufundować, prócz sztandaru, tablicę pamiątkową, jak też urządzić izbę pamięci, zaopatrzoną w odpowiednie gabloty. Potencjalnym ofiarodawcom Dyrekcja Szkoły przekazuje adres pocztowy: Szkoła Podstawowa, 76-213 GARDNA WIELKA, oraz numer konta: Bank Spółdzielczy, 76-270 Ustka, 93150004-82787-2706-11 (można dopisać na przekazie: JOANNA). Tel. Szkoły: (059)846*34*22.

ks. Adam Skwarczyński

POWRÓT